Land of the Dead: Road to Fiddler’s Green

Kiepski film, kiepska gra
Cóż, nic dodać, nic ująć. Najchętniej zakończyłbym tę bezcelową recenzję, poprzestając jedynie na werdykcie. Dziennikarska duma (że co?) nie pozwala mi jednak na takie rzeczy. Tak więc mam okazję zrecenzować jednego z najgorszych FPSów jakie kiedykolwiek widziałem. Enjoy.

Producent: Brainbox Games
Wydawca: Groove Games
Dystrybutor:
Premiera światowa: 18-10-2005
Premiera polska:
Gatunki: FPS / Horror
Tryby gry: single, multi
Wymagania techniczne: XBOX
Minimum wiekowe: 16+
Inne platformy: PC
Recenzja

Fabuła
Tia… fabuła. Jeśli rozpatrywałbym grę sprzed jakichś dziesięciu lat, to może można byłoby to nazwać fabułą. Nasz główny bohater, notabene mieszkaniec małego miasteczka (czytaj: wieśniak) zobaczył na swojej posesji dziwnie zachowującą się osobę. Nie rozmyślając długo nad tym faktem postanowił polecieć po trzymaną na strychu strzelbę i rozprawić się z nieproszonym gościem. Ów gościu okazał się… tadaaaam… zombiakiem. Po jego zabiciu pojawili się kolejni, a naszym zadaniem jest oczywiście ich eksterminacja. Po wyeliminowaniu wszystkich żywych trupów, nasz „myśliciel” postanawia wyruszyć do swojego sąsiada. Tak się prezentuje fabuła. Nie, to nie koniec oczywiście, ale dalej jest tak samo – idziemy w jedno miejsce, by z tego miejsca przedostać się do kolejnego. W międzyczasie spotykamy paru normalnych ludzi, ale nie łudźcie się – oni prędzej czy później i tak okażą się zombiakami. Celem naszej podróży jest oczywiście tytułowe Fiddler’s Green – ufortyfikowane miasteczko.
Normalnie gra za tego typu fabułę, w dzisiejszych czasach – czasach drugiego Half-Life’a, Far Cry’a, czy choćby Dooma 3 (pomijam przygodówki i inne gatunki, bo LotD:RtFG jest FPSem) – dostałaby bardzo niską notę. Co zatem zrobić z grą posiadającą fabułę godną pierwszego Wolfensteina, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jest ona na podstawie filmu? Żenada. Przecież można byłoby choćby w najmniejszym stopniu pokusić się o umieszczenie w grze bardziej rozbudowanego wątku. Tak, wiem – film jest równie kiepski, ale jakąś tam fabułę mieć musi, a twórcy i tak nie ryzykowaliby niczym…
Grywalność
Trzyma fason… bo nie odbiega od całej reszty. Jednym, a raczej dwoma słowami: jest kiepska. Pomijam już fakt, że od pierwszych sekund odrzuca sterowanie (jakieś dziwne – opóźnione spoglądanie). Gra wygląda jak beta. Ha, widziałem bety lepsze od tej gry! Dawno się tak nie uśmiałem widząc przeciwników, którzy przyklejają się do ścian, drzwi, czy zawieszają w powietrzu schodząc po schodach. Niestety te mankamenty dotyczą również głównego bohatera. I jemu zdarzy się czasem przykleić… do zombiaka na przykład. Albo zaczepić o ścianę – wówczas pomaga tylko nerwowe naciskanie przycisku odpowiedzialnego za skok. Grywalności ujmuje również fizyka. Po zabicu zombiaka wpada on w swego rodzaju „konwulsje” i bynajmniej nie dlatego, że gra jest tak realistyczna. Innym, całkowicie odmiennym od poprzedniego przykładem jest brak absolutnie żadnego ruchu po zabiciu wroga, wówczas zastyga on jak posąg w powietrzu, bądź nawet tak jak stał.
Jeśli chodzi o A.I. wrogów to również nie ma tutaj żadnych rewelacji. Wszystkie inteligentniejsze zachowania zombiaków, a do inteligentnych zachowań zaliczyć tutaj można to co w innych grach jest na porządku dziennym; takie jak przebijanie się przez ściany, pojawianie się tuż za naszymi plecami itp. itd. lecą na skryptach. Wyjątkiem jest wyważanie drzwi. Jeśli zombiak spotka na swej drodze przeszkodę, nawet błahą – snopek siana np. to nie zrobi dosłownie nic, ale… jeśli spostrzeże drzwi, to już inna bajka. Nawet jeśli mu one nie zawadzają i tak je rozniesie w drzazgi. Czasami nawet gdy stoimy tuż przed nim i ładujemy weń serię z M16. My również możemy korzystać z tejże możliwości. Ale… jest mały wyjątek 🙂 jeśli drzwi są zamknięte (na klucz) to nici z wyważania. Otwarte drzwi można rozwalić w trzech uderzeniach, z zamkniętymi możemy zawalczyć jedynie, gdy zdobędziemy do nich klucz. Paranoja.
Video
Postanowiłem do recki wprowadzić odrobinkę humoru. Humoru bardzo wyrafinowanego, albowiem opartego w całości na faktach. Tak więc uwaga… (werble) …gra chodzi na engine’ie Unreala 2! 😉 Jak to sobie uświadomiłem podczas gry to mało nie padłem. Grafika, jeśli tak można nazwać coś co z pięć lat temu nie byłoby na poziomie, jest po prostu ochydna. Wszystko wygląda jakby chodziło na nieco zmodyfikowanym engine’ie Half-Life’a… pierwszego H-L. Niebo to rozpikselowane zdjęcie, a pole kukurydzy jest dwuwymiarowe (takie jak np. drzewa w Duke Nukem 3D z 1996 roku). Przykłady można tutaj wymieniać w nieskończonośc, nie ma w grze momentu, no może oprócz cut-scenek, w którym nie byłoby jakiegoś graficznego babola. Oldshoolem pachnie również ogień wydobywający się z luf naszych giwer – raz, że przypomina ten z pierwszego Dooma, a dwa, że pojawia się ze znacznym opóźnieniem. W większości czasu gry, jej świat przemierzamy w nocy. Zdrowy rozsądek sugerowałby, że przedmioty oraz postacie pod wpływem braku światła będą ciemne… tak niestety nie jest. W grze nie występują praktycznie dynamiczne cienie – jeśli widać jakiś cień w miejscu, w którym być powinien, znaczy to, że jest to cień statyczny, a jego pozycja została ustalona przez programistów. I niczym tego nie zmienisz. Prawda, że przypominają się stare dobre czasy pierwszego Half-Life’a? Szkoda, że za takie przypomnienie twórcy tego gniota każą sobie tak słono płacić – gra kosztuje tyle co inne, czyli w granicach 200 złotych. Na szczęście póki co nie jest wydawana w Polsce.
Audio
O dziwo, całkiem niezłe. Dźwięków jest co prawda mało i nie są specjalnie realistyczne. Są zwyczajne. Muzyka natomiast… jest bardzo dobra. Buduje klimat (którego w zasadzie brak), jest tajemnicza i horrorowa, w dobrym tego słowa znaczeniu. Najciekawszy element całej gry. Niestety i ona po jakimś czasie się nudzi. A, jeszcze jedno, jeśli macie zestawy 5.1 to nie fatygujcie się ich podłączać tylko dla tej gry…
Podsumowanie
Dzisiaj będzie krótko. Masz komputer? Jasne, że masz, bo czystasz tę nudną recenzję. Masz Half-Life’a (pierwszego)? Założę się, że masz. Ściągnij więc sobie (całkowicie za darmo) modyfikację o nazwie They Hunger. Pomimo, iż gra ma już dobre kilka lat to i tak wygląda lepiej od opisowanego przeze mnie gniota. Klimat również jest dużo lepszy, a fakt, że gra uważana jest za jeden z najlepszych horrorowych FPSów w ogóle mówi sam za siebie.

Gabor [Kismeth] Kerenyi

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *