Gun

Skalpy z głów!
“Kowboj (ang. cowboy), pasterz bydła, zwłaszcza na amerykańskim Dzikim Zachodzie. Kowboje obok Indian, bandytów i szeryfów stali się ulubionymi bohaterami westernów.” – wikipedia.
Drugi raz w tym roku mam przyjemność zrecenzowania westernu. Czy powoli przełamywana zostaje zła passa tego gatunku wśród gier komputerowych? Czy Gun jest najlepszym tego przykładem? I przede wszystkim czy spełnione zostały wszystkie nadzieje pokładane w tej grze? Dowiecie się z recenzji…
Yeeehaaw!

Producent: Neversoft
Wydawca: Activision
Dystrybutor: Licomp Empik Multimedia
Premiera światowa: 8-11-2005
Premiera polska: 11-11-2005
Gatunki: akcja, TPP
Tryby gry: single, multi
Wymagania techniczne: XBOX
Minimum wiekowe: 18+
Inne platformy: GCN, PC, PS2, PSP, X360
Recenzja

Przyznam szczerze, że taki właśnie okrzyk wydałem, gdy Gun wylądował w napędzie mojej kochaniutkiej konsoli. Już od pierwszej chwili spędzonej z grą wiedziałem, a przynajmniej tak mi się wydawało, że jest to gra wyjątkowa. Gra zdolna wskrzesić nie tylko western jako gatunek komputerowej rozrywki, ale western jako gatunek rozrywkowy w ogóle.
Grę właściwą poprzedza intro ukazujące drugą ekspedycję hiszpańskiego konkwistadora Francisco Vásqueza de Coronado w 1542 roku. Na ową ekspedycję napadają Indianie, którzy po zabiciu wszystkich konkwistadorów zabierają ich złoto, a przede wszystkim bogato zdobiony złoty krzyż patriarchalny. Krzyż ten jest również kluczem do odnalezienia wielkiego skarbu – ukrytego w głębi góry Złotego Miasta – Quivira. Około trzystu lat później, u schyłku wojny secesyjnej niejaki Ned White prowadzi generała Konfederatów Thomasa Magrudera oraz jego kompanię do miejsca, w którym przechowywany jest krzyż. Magruder zabija Indian oraz towarzyszącego im doktora, a gdy Ned się temu sprzeciwia i on dostaje kulkę w głowę. Jedna Indianka ukrywająca się w swym domostwie postrzeliła wówczas Magdudera w oko i ułamała górną część (pierwsze ramię) krzyża. Rzeź przeżyło tylko jedno dziecko – dziecko białego doktora oraz Ned White, postrzelony w głowę. Postanawia on zaopiekować się maluchem i wychować go jak własnego syna.W sercu myśli jednak o zemście, nie chce również dopuścić by Magruder znalazł Quivirę, więc zabiera ułamaną część krzyża, przez co klucz jest niekompletny.
Tak w dużym skrócie przedstawia się fabuła gry. Tym ocalonym maleństwem jest tytułowy bohater gry Colton White, zwany “Cole’m”. Gdy ten jest już dorosłym mężczyzną wyrusza razem z ojcem na przejażdżkę parowcem. Wtedy zaczyna się zabawa. W jednej z kajut ukryty jest sejf z brakującą częścią krzyża. Opiekuje się nią pewna znajoma Neda, gwoli ścisłości prostytutka. Magruder wysyła swojego “pracownika” – Reeda by odzyskał ów element, nie udaję mu się to jednak, więc zabija prostytutkę i wzywa do ataku barbarzyńskich żołnierzy kolejnego czarnego charaktera – Hollistera. Wówczas ginie Ned, który tuż przed śmiercią wyjawia Coltonowi, że nie jest jego prawdziwym ojcem i daje mu swego rodzaju żeton do saloonu Alhambra w mieście Dodge City. Więcej fabuły nie wyjawię, choć zaznaczyć należy, że jest to dopiero początek gry. Warto również wspomnieć, że za fabułą występującą w grze stoi Randall Jahnson – scenarzysta odpowiedzialny za historię opowiedzianą w filmie “Maska Zorro”.
W Dodge City możemy przejść od razu do sedna sprawy i pójść do saloonu, bądź rozpocząć szereg misji pobocznych. Na początku należą do nich: misje wykonywane na zlecenie szeryfa miasteczka, misje w firmie transportowej Pony Express, mistrzostwa w pokera oraz misje łowcy nagród. Później dochodzą jeszcze misje farmerskie, w których zaganiamy bydło do zagród i takie tam oraz polowanie. To ostatnie zleca nam indiański wojownik, ale w odróżnieniu od pozostałych zadań pobocznych nie mamy tutaj żadnej strzałki wskazującej miejsce przebywania, w tym wypadku zwierzęcia. Ofiarę wytropić musimy sami. Osobiście polecam wykonanie możliwie jak najwięcej misji pobocznych, gdyż zwiększają one parametry charakteryzujące naszego bohatera, takie jak np. celność czy umiejętność jazdy konnej.
Misje główne w odróżnieniu od pobocznych są znacznie mniej przewidywalne, choć przeważnie sprowadzają się do szybkiego eliminowania poszczególnych wrogów. W grze jest kilka zadań, w których rozgrywka zmienia swój typ, do jednej z nich należy na przykład ucieczka z fortu Hollistera, w której dominuje element skradania. W tym miejscu warto byłoby coś wspomnieć o długości gry. Otóż zmartwię wszystkich, którzy pokładali w tej grze jakieś większe nadzieje. Gra jest bowiem bardzo krótka. Da się ją przejść w jeden długi zimowy wieczór, pod warunkiem, że nie wykonuje się misji pobocznych. Jeśli poświęcimy trochę czasu na te ostatnie to rozgrywka wydłuża się o jakąś połowę. Po przejściu gry pozostaje więc całkiem spory niedosyt. A fakt, że rozgrywka jest bardzo liniowa dodatkowo to potęguje.
Jako, że o misjach była już mowa, należy również nadmienić o ekwipunku Cole’a. Należą do niego: broń biała, rewolwery, strzelby, snajperki, shotguny oraz łuki. W jednej chwili Colton trzymać może przy sobie trzy bronie – nóż, rewolwer, bądź jedną z wyżej wymienionych broni cięższych. Nie wolno również zapomnieć o broni miotanej – laskach dynamitu oraz koktajlach Mołotowa. Na szczęście system zmieniania broni jest na tyle przyjemny, że nie trzeba się pocić w czasie walki. Niestety w grze nie występują pojedynki, jak to miało miejsce w Red Dead Revolver, twórcy pokusili się jednak o stworzenie czegoś na wzór bullet-time’a. Tutaj nazywa się to quick draw i po prostu zwalnia czas, a kamerę przekłada z zza pleców bohatera prosto w jego oczodoły. Przyznam, że całkiem przyjazna opcja.
Szczególną uwagę zwrócić należy jednak na niezwykłe oddanie realizmu podczas walki. Po zastrzeleniu wroga, ten czołga się jeszcze przez moment i prosi o litość (pod warunkiem, że nie odstrzeliliśmy mu głowy), można wówczas go dobić, zostawić sam na sam ze swym cierpieniem, bądź… oskalpować! To ostatnie tylko tak efektownie brzmi, gdyż twórcy nie pokusili się o to by pokazać jak najbardziej wiarygodnie tą czynność. Trup jak skóre miał, tak ma, ba włosy też 🙂 Dużo realistyczniej wygląda natomiast podcinanie gardła, ale tylko to wykonane na Jenny przez Magrudera. Tak realistycznego i niesmacznego, a przez co efektownie wyglądającego efektu “drugiego uśmiechu” nie widziałem w żadnej innej grze. Jakbym jeszcze nie wspomniał, to gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej osiemnastego roku życia 😛
Czym byłby western gdyby nie jazda konna? W Gun’ie prawie cały czas siedzimy na grzbiecie dzielnego rumaka. Twórcy naprawdę wspaniale wykonali system sterowania koniem. Trzeba zagrać, bo opisać trochę trudno 🙂 Bardzo interesujaco jawi się również animacja ruchu tego parzystokopytnego zwierzaka, najciekawiej prezentuje się ona oczywiście w galopie. Niezwykle efektownie wygląda także zastrzelenie konia w tym biegu – potyka się on o własną głowę. Efekt nie do opisania. Oprócz koni występują też inne zwierzęta – bizony, psy, świnie itp. Wszystkie charakteryzują się oczywiście zupełnie odmiennymi ruchami.
Po co jednak byłyby nam konie, gdyby nie ogromny do przemierzenia świat gry? Tak więc twórcy dali nam do dyspozycji ogromny teren działania. Znajdują się na nim dwa miasta – wpomniane wcześniej Dodge City oraz Empire City. Oprócz nich jest oczywiście wielki teren przejściowy – kopalnie, jeziora, kaniony, prerie, farmy, a nawet opuszczone kolonie ludzkie oraz indiańskie wioski. Pod tym względem gra przypomina serię Grand Theft Auto, świat ten nie jest bowiem porozrywany na doładowywujące się co chwila levele, co miało miejsce w Red Dead Revolver. Gry, którą tworzyli autorzy GTA 🙂
Video
Grafika prezentuje się znakomicie. Idealnie sprawuje się tu silnik wykorzystany wcześniej w Tony Hawk’s Underground. Do miejsc widocznych na dalekim horyzoncie, takich jak góry, czy domy można bez problemu obejrzeć z bliska. Nie są to bowiem żadne statyczne zdjęcia, ale trójwymiarowe obiekty. Szkoda tylko, że w grze nie ma czegoś takiego jak cykl dnia i nocy. Porę dnia, w którą przyjdzie nam grać ustalają misje. Niezbyt przyjemnie wyglądają również przerywniki podczas misji pobocznych – są strasznie statyczne. W jednym z nich widać przerażonego atakiem indian osadnika, który został ranny w plecy. Pomimo, iż słychać jego krzyki to stoi on prościutko i delikatnie gestykuluje rękoma, podczas gdy Indianie ostrzeliwują go z łuku.
Audio
10/10. To mówi samo za siebie. Wszystkie dźwięki zostały wykonane perfekcyjnie. Za muzykę odpowiedzialny jest człowiek, który stał za ścieżką dźwiękową do prawie wszystkich gier z serii Medal of Honor oraz do najnowszej odsłony serii o przygodach Jamesa Bonda – From Russia With Love. Jeśli chodzi o głosy aktorów, to Gun jest jedną z gier posiadających najbardziej wykwalifikowaną ekipę aktorską. W postać Neda wcielił się bowiem Pan Kris Kristofferson, znany przede wszystkim z roli Whistlera z trylogii o przygodach Blade’a. W roli postaci epizodycznej jaką bez wątpienia jest Honest Tom wcielił się Frank Collison – znany głównie z roli Horacego z serialu “Doktor Quinn” oraz Texas Jacka z filmu “Hidalgo”. Brad Dourif, znany z odtworzenia roli Grimy Smoczego języka w ekranizacji “Władcy Pierścieni”, wcielił się w postać Reeda. Postać Magrudera wykreował Lance Henriksen, znany z serii filmów “Alien”, w których grał Bishopa. W postać Hoodoo Browna wcielił się znany jako Hellboy – Ron Perlman. Tom Skerritt, którego ostatnio zobaczyć mogliśmy choćby w “Łzach Słońca” wcielił się w postać Clay’a Allisona. Colton White – główny bohater gry przemawia natomiast głosem Thomasa Jane’a, który grał Punishera w najnowszej odsłonie komiksu.
Pozostali aktorzy, których w innych grach wymieniałoby się jako gwiazdy, a na których w tej nie ma po prostu miejsca to: Kath Soucie (EverQuest II, Jedi Academy), Eric Schweig (serial “Na południe”), Dave Wittenberg (EverQuest II, Fight Club), Jay Tavare (Street Fighter), Armando Valdes-Kennedy (SWAT 4, Rainbow Six: Lockdown, True Crimes: New York City.).
Podsumowanie
Western… hmm… gier zaliczających się do tego gatunku nie trzeba chyba nikomu polecać. Jedni je pokochają, inni znienawidzą. Ja, pomimo iż nie jestem fanem westernowych filmów Gun’a pokochałem. Nie jest to jednak gra bez skazy. Grafika, dźwięk, fabuła i grywalność to jednak nie wszystko jak się okazuje. Stworzenie tak znakomitej, a mimo wszystko krótkiej gry procentuje w drugą stronę. Gdyby Gun był dwa razy dłuższy to spokojnie dostałby 9/10. Jest to jednak bez wątpienia najlepszy western na konsole obecnej generacji. Lepszego już nie będzie.

Gabor [Kismeth] Kerenyi

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *